wtorek, 10 kwietnia 2012

Muffiny kakaowe z kawałkami czekolady

Oj dawno nie było u mnie muffinek, jakoś zapomniałam o nich na rzecz chlebów. Wczoraj się „nawróciłam”, a raczej „nawrócił” mnie mój Felipe. Chodziły za nim jeszcze ciepłe muffiny z kawałkami czekolady w środku. Przecież mu nie odmówię takiej przyjemności, nie mogłabym. Szybkie wyszukanie odpowiednich składników i w 30 minut powstały przepyszne, puszyste, pełne czekolady muffinki kakaowe. 


Składniki na 10 sztuk:
1 szklanka mąki
½ szklanki cukru
1 ½ łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżeczki kakao
½ szklanki mleka
½ szklanki oleju
1 jajko
1 łyżka ekstraktu waniliowego
około 150 g czekolady mlecznej z migdałami – posiekanej z grubsza




Wykonanie:
W jednym naczyniu mieszamy składniki mokre tj. mąka pszenna, proszek do pieczenia, cukier i kakao. 
Do drugiej miski wlewamy składniki mokre: mleko, olej, ekstrakt waniliowy, i lekko roztrzepane jajko – mieszamy wszystko do uzyskania jednolitej konsystencji. Następnie do składników suchych wlewamy mokre i mieszamy do połączenia się składników. Gdyby masa była za rzadka lub za gęsta dodajemy odpowiednio mąkę lub mleko. Na koniec wsypujemy czekoladę, zostawiają sobie część na posypanie z wierzchu naszych muffinek. Foremkę smarujemy tłuszczem lub wykładamy papilotkami i nakładamy masę czekoladową, na wierzch posypujemy resztką czekolady. Wstawiamy do piekarnika na ok. 20 minut i pieczemy w temperaturze 180 – 190*C.



Smacznego !!!

Chleb wiejski na zakwasie


Piękny, pyszny chleb. Miałam z nim małe problemy, gdy piekłam go po raz pierwszy. Pomogła mi właścicielka blogu Moje Ekspresje Kulinarne, skąd też wzięłam przepis za co bardzo dziękuję :)
Chleb za drugim podejściem wyszedł tak jak wyjść powinien, odpowiednio urósł przede wszystkim. Jestem z niego dumna, skórka wyszła bardzo chrupiąca, wnętrze regularne z małymi dziurkami. Typowy chlebek wiejski rzec można. Troszkę mi pękł z jednej strony, chyba nacięłam zbyt mocno. Nie mam jeszcze wprawy, ale szybko uczę się na błędach i następny na pewno będzie ładniejszy ;) Odkąd zaczęłam piec chleb w domu, nawet mój facet się przekonał do zakwsowców i teraz prosi kanapki do pracy tylko z moim chlebkiem. Wszyscy, którzy widzieli moje dzieła tutaj, są zachwyceni. I smakiem, jak również wyglądem. Przyzwyczajeni do białego chleba na drożdżach doceniają to co stwarzam w domowych warunkach. To dodaje mi skrzydeł, pieczenie chleba to chyba jakaś magia. Przy pomocy wody, mąki, czasu i odrobiny uczucia tworzy się dzieło…. Jestem zachwycona i bardzo dumna z siebie. Przepis cytuje z w/w blogu.




Składniki na jeden średni bochenek:

1/3 szklanki bardzo aktywnego zakwasu żytniego (z racji młodego zakwasu dodałam ciut więcej),
2/3 szklanki ciepłej wody (dodałam ciupkę więcej),
2 do 2 i 1/2 szklanki mąki pszennej chlebowej lub zwykłej (2 szklanki wystarczyły),
1/3 szklanki mąki żytniej (dodałam ½ szklanki),
1/4 łyżeczki drożdży (opcjonalnie-ja nie dodawałam) (nawet nie ¼ łyżeczki, ale pomogło wyrosnąć),
1 i 1/3 łyżeczki soli,
1/2 łyżeczki cukru,




Wykonanie:
Zakwas wymieszać z wodą i cukrem.

Mąkę pszenną(zacząć od 2 szklanek), żytnią, sól i drożdże* wsypać do dużej miski. Dodać wodę wraz z zakwasem i zacząć wyrabiać. Ciasto powinno być sztywne, jeśli potrzeba dodać nieco więcej mąki pszennej lub wody. Przekładamy na podsypaną mąką stolnicę i wyrabiamy przez 20 minut (skapitulowałam po 10 minutach), aż zrobi się gładkie, jednolite i elastyczne.
Następnie czystą miskę nasmarować odrobiną tłuszczu (np.oliwą ) Ciasto przełożyć do miski, przykryć i odstawić do podwojenia objętości na około 3 godziny ( w zależności od naszego zakwasu i dodatku drożdży).

Z ciasta formujemy zgrabną kulę i umieszczamy w obsypanym mąką koszyku lub formujemy podłużny bochenek i umieszczamy w natłuszczonej keksówce (u mnie naczynie żaroodporne wyłożone czystą szmatką, z racji braku koszyka do wyrastania). Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na około 1 i 1/2 godziny (zostawiłam na 2 godziny).

Piekarnik rozgrzewamy do 230*C
Do piekarnika wsuwamy blachę wypełnioną 3/4 szklanki wody lub kostkami lodu (w czasie pieczenia zacznie parować, co w efekcie da nam chrupiącą i pyszną skórkę)
Chleb przed wsunięciem do piekarnika nacinamy ostrym nożem (troszkę za głęboko nacięłam z jednej strony).


Pieczemy pierwsze 12 minut w 230*C, a kolejne 30  w 200*C (piekłam 20 minut w wysokiej temperaturze, później zmniejszyłam i dopiekałam, aż skórka zaczęła się konkretnie przypiekać, około 20 minut).




Smacznego !!!

Moja pierwsza zupa pomidorowa


Może ta zupa nie prezentuje się na zdjęciu fantastycznie, ale jestem z niej bardzo dumna. Moja pierwsza pomidorówka zrobiona samodzielnie, a jestem tym bardziej dumna, że nie użyłam do jej stworzenia żadnej bulionetki, oj nie !!! nic w tym stylu. Zupa powstała na prawdziwym mięsku z piersi kurczaka i jak dla mnie jest super, delikatna ale z wyczuwalnym smakiem mięska i pomidorami. Na pewno będę ją ulepszała w przyszłości, aby była jeszcze smaczniejsza. Trochę miałam ograniczone pole do popisu, tutaj w Chile nie znają co to jest pietruszka, a mianowicie sam korzeń – nigdzie nie jest dostępny, ale natki mają za to w brud…dziwne, brakuje też typowego selera, jest tylko naciowy. Z wielkim trudem odnalazłam też pora. Oj ciężko jest gotować po polsku w Chile. Gdzieś oglądałam, chyba u Geslerowej, że gotuje się na wyczucie. W gotowaniu nie ma przepisów, wystarczy że pomidory będą inne i smak zupy też już będzie inny. To nie jest tak, jak przy pieczeniu chleba, gdzie trzeba odmierzać gramy mąki i wody, aby wyszła odpowiednia konsystencja. Tutaj przy zupach czy innych daniach najlepiej sprawdzają się zmysły. I chyba z tym się zgodzę, nie da się gotować według określonej recepty. Trzeba smakować, próbować i doprawiać w razie czego. Dlatego przepis na tę zupę podaję na tak zwane „oko”. Każdy musi dojść do swojego ulubionego smaku.



Składniki:
1 filet z piersi kurczaka (mój był duuuuży),
3 marchewki,
1 por,
1 duża łodyga selera naciowego,
1 puszka pomidorów,
2 ząbki czosnku,
3 – 4 listki laurowe,
śmietana kremówka,
trochę mąki pszennej,
pieprz w ziarenkach,
przyprawy: sól, pieprz mielony, oregano, natka pietruszki


Wykonanie:
Fileta z piersi kurczaka zalałam zimną wodą i gotowałam na średnim ogniu. Gdy zaczął się gotować, zmniejszyłam gaz, ściągnęłam wszystkie „szumowiny” z wierzchu i gdy już nie powstawały nowe, dodałam pokrojone warzywa, listki laurowe i pieprz w ziarenkach. Gotowałam do miękkości marchewki. Następnie wyjęłam z wywaru łodygę selera i pora. Ząbki czosnku przełożyłam do food-procesora i zmiksowałam razem z pomidorami i oregano. Taką miksturę dodałam do garnka z wywarem i trzymałam chwilkę na średnim ogniu. Gdy już się podgotowało, przystąpiłam do „zaklepywania” zupy. W małym kubeczku miałam śmietanę, którą trzeba zahartować przed dodaniem do zupy. Po prostu do śmietany dodaje się powoli po łyżce ciepłego wywaru i miesza. Ja dodałam jeszcze trochę mąki pszennej. Tak zahartowaną śmietanę wlewa się do gotującej zupy. Gotuje się jeszcze chwilkę i gotowe, można podawać. Ja zjadłam ze świderkami, kawałkiem fileta z kurczaka i natką pietruszki.


Smacznego !!!

piątek, 6 kwietnia 2012

Tarta ze szpinakiem, pieczarkami i porem na owsianym spodzie

U nas dzisiaj quich’owo, tartowo…a przede wszystkim pysznie. Przepis znalazłam na opakowaniu moich ulubionych płatków owsianych, które codziennie wcinam na śniadanie. Któregoś razu czytam, a tam nawet ciekawy pomysł na smaczne quiche. Dzisiaj postny dzień, więc nic nie stało na przeszkodzie aby taką tarte sobie zaserwować na obiad. Oj pychota, że hoho. Nigdy nie jadłam płatków owsianych na wytrawnie, ale warto było spróbować, na pewno będę robić ją częściej, bo ta tarta jest rewelacyjna.




Składniki na owsiany spód:
1 ½ filiżanki płatków owsianych,
½ filiżanki otrębów pszennych,
45 – 50 g zimnego masła,
4 – 5 łyżek zimnej wody,

Składniki na farsz:
500 g świeżego szpinaku,
1 duży por,
1 młoda cebulka ze szczypiorkiem,
1 papryczka chili,
200 g pieczarek,
garść natki pietruszki,
1 filiżanka mleka zagęszczonego (nie słodzonego),
4 jajka,
50 g parmezanu,

Sól, pieprz, gałka muszkatołowa, tymianek, oregano,




Wykonanie:
Zaczynamy od owsianego spodu. Mieszamy płatki z otrębami, wrzucamy zimne masło pokrojone w kosteczkę. W palcach rozcieramy całość jak na kruszonkę. Na końcu dodajemy zimną wodę. Masa będzie się ciężko kleić. Ja dodawałam stopniowo wody, aż wszystko w miarę zaczęło się kleić. Wypełniamy formę na tarte (u mnie średnica około 26 cm) i zapiekamy w piekarniku przez 10 minut w temperaturze 190*C. Złocisty spód odstawiamy do wystygnięcia.

Szpinak należy obrać z łodyg, umyć dokładnie pod bieżącą wodą. Wrzucić na osoloną gotującą się wodę. Gotować około 3 minut. Odcedzić i wystudzić. Następnie przygotowujemy pozostałe warzywa. Pora przekrawamy wzdłuż i kroimy na małe piórka. Cebulka to samo, pieczarki obieramy i kroimy w grube plasterki. Papryczkę chili kroimy w drobną kosteczkę, natkę pietruszki szatkujemy. Rozgrzewamy troszkę oliwy lub oleju na patelni i wrzucamy po kolei: cebulkę, papryczkę chili i pora. Podsmażamy do miękkości. Dosypujemy pieczarki i trzymamy na ogniu, aż grzyby lekko zmiękną. Dodajemy szpinak (ja troszkę go poszatkowałam na mniejsze kawałki) i natkę pietruszki. Mieszamy wszystko, doprawiamy do gustu i odkładamy do lekkiego wystygnięcia.

Do miski wlewamy mleko zagęszczone i wbijamy jajka, mieszamy chwilkę mikserem na małych obrotach. Wsypujemy parmezan, mieszamy. Dodajemy farsz i łączymy wszystko w całość. Wylewamy na owsiany spód i wkładamy do piekarnika. Pieczemy około 35 minut w 180*C lub do momentu, aż środek tarty się zetnie i nic już nie będzie pływać. Można posypać z wierzchu serem i jeszcze lekko podpiec. Ja posypałam resztką parmezanu.



Smacznego !!!

Tarta Snickers


Jest Wielkanoc, moja pierwsza poza domem. Trochę mi smutno, bo jednak brakuje mi polskich zwyczajów i rodziny. W domu pewnie dzisiaj na obiad coś bezmięsnego, a jutro wspaniałe śniadanie….i obiad….i deser….ehhh

Teraz pewnie dopiekają się ostatnie mazurki, ja też postanowiłam zrobić coś a’la mazurkowego. Nie do końca, bo to tarta na kruchym spodzie, ale bardzo jej blisko do mazurka. Przepis odnalazłam na blogu „Siła smaku” i od razu przypadła do gustu mojemu Połówkowi. Trzeba było zrobić, bo zamęczył by mnie ;). Teraz całuje mnie po stopach i wznosi ręce do góry, bo dokonałam niemożliwego (według niego). Tarta jest identyczna w smaku jak popularny baton o tej samej nazwie. Brakuje tylko czekolady, ale to przy następnym razie da się to naprawić. Karmel świetnie się ciągnie i rozpływa pod wpływem ciepła, orzeszki chrupią, cienka warstwa ciasta dodaje słodyczy. Niebo w gębie :). Niestety nie zjadłam ani kawałeczka, ale spróbowałam sosu karmelowego kiedy się gotował….poezja. Polecam wszystkim snikersożercą. Użyłam swojego przepisu na kruche ciasto, pozostałe składniki pozostawiłam bez zmian. Po oryginał zapraszam do w/w bloga, a tutaj moja wersja tarty.


Składniki na kruche ciasto:
1 szklanka mąki pszennej,
100 g zimnego masła pokrojonego w kosteczkę,
1 kopiasta łyżka cukru pudru,
1 jajko,

Składniki na ciasto szybko zagniatamy, owijamy w folię i wkładamy na 30 minut do lodówki.

Składniki na masę karmelową:
¾ szklanki cukru,
200 ml śmietany kremówki (u mnie gęsta 33% wyjęta z lodówki na godzinę przed robieniem masy),
1 szklanka niesolonych orzeszków ziemnych,,

Wykonanie:
Kruche ciasto wyjmujemy z lodówki i rozwałkujemy na wielkość formy do tarty (u mnie 23 cm średnicy). Wypełniamy formę ciastem, przykrywamy papierem do pieczenia i wysypujemy garść fasoli, aby tarta się nie podniosła podczas pieczenia. Pieczemy około 15 minut z obciążeniem, i około 5 minut bez obciążenia, aby nam się lekko zarumieniła. Temperatura około 200*C. Upieczone ciasto wyjmujemy do ostygnięcia.

Cukier rozpuszczamy w rondelku o grubym dnie, tak aby powstał karmel. Kiedy będzie gotowy, dodajemy delikatnie kremówkę. Trzeba bardzo uważać, karmel ma bardzo wysoką temperaturę, a śmietana jest chłodna. Reakcja jest prawie wybuchowa. Ja dodawałam powoli, aż całość ładnie mi się połączy i powstanie piękny karmelowy sosik. Na koniec dodajemy orzechy, mieszamy razem i wylewamy na kruchy spód. Zostawiamy do wystygnięcia, a później przekładamy do lodówki.


Chciałabym w tym momencie wszystkim czytelnikom życzyć „Feliz Pascua de Resurrección”. Spokojnych i rodzinnych świąt Wielkanocy. No i mokrego śmigusa !!!!!!!!



Smacznego !!!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Calzones Rotos, czyli Podarte Gacie :)


Śmieszna nazwa, próbowałam się podpytać naszej „Nany” o co chodzi z tymi gaciami. Ano tylko o to, że jest dziura w środku i wyglądają ja stare podarte gacie, ale przeszukując ciocię Wikipedię znalazłam odpowiedź, która jest poniżej. Jak dla mnie to takie faworki na proszku do pieczenia, pyszne, miałam tylko spróbować jednego, aby napisać coś więcej o smaku, a skończyło się na 3. Nie wiem jak mój organizm zniesie taką dawkę cukru i mąki, od dwóch tygodni nie miałam w ustach nic bardziej słodkiego niż jabłko. A mąkę jadłam tylko w postaci mojego chlebkana zakwasie. Na razie żyję i piszę…. Bo trzeba coś napisać na temat tej słodkości, która jest dosyć wciągająca.

“Es posible encontrar calzones rotos en panaderias, esta comida suele comerse a la hora de la once (hora del té) o a cualquier hora del día, sobre todo cuando hace frío.
Se cuenta que durante la Colonia existía una señora de Chuchunco que fabricaba dulces típicos y venía a venderlos a la Plaza de Armas de Santiago todos los domingos; cierto día se levantó un ventarrón y se le subió la falda y todos en la plaza vieron que la señora tenía los calzones rotos y desde entonces fue conocida como «la señora de los calzones rotos». Con el tiempo, se pensó que le decían así por los dulces que vendía y así fue que éstos quedaron bautizados como «calzones rotos» como se conocen hasta el día de hoy.”

A to co ma do powiedzenia ciocia Wikipedia… historia dość śmieszna… w skrócie… 
Można je kupić w prawie każdej cukierni. Calzones Rotos jada się przede wszystkim w czasie „once” czyli naszego podwieczorku z herbatką, lub o innej godzinie, przeważnie gdy jest zimno. Mówi się, że w czasach „la colonia” kolonialnych ?? żyła pewna kobieta z „Chuchunco” (w dzisiejszych czasach znane jako El barrio Estación Central). A więc ta pani wyrabiała słodkości i sprzedawała je na Plaza de Armas w Santiago każdej niedzieli. Pewnego wietrznego dnia, naszej pani wiatr podwiał spódnicę i wszyscy zgromadzeni na placu zobaczyli, że ma „podarte gacie” i od tej pory była rozpoznawana pod nazwą „kobieta z podartymi gaciami”. Z czasem słodkości, które sprzedawała też przybrały taką nazwę po dziś dzień.

Nasze gatki w smaku mają wyczuwalną nutę pomarańczy i cukier. To co Chilijczycy lubią najbardziej. Wydaje mi się, że nawet Coca-Cola jest tutaj przesłodzona. Mówię tu o coli light, nawet nie chce wiedzieć jak smakuje pełna wersja.
Natchnęło mnie na zrobienie tych słodkości w ciągu sekundy, strasznie szybko się je robi, a jeszcze szybciej potrafią zniknąć. Dawno nie robiłam niczego słodkiego, ale nie potrafię odmówić tej przyjemności moim domownikom, taki słodki prezent… szczególnie dla mojego Felipe – biedak chory. 





Ale się rozpisałam, ale wracając do rzeczy…. Składniki są podane w „taza” taka filiżanka do kawy, mniej więcej takiej wielkości.
Przepis wyszperałam w jednej z gazetek supermarketowych.

Składniki na około 20 sztuk:
2 filiżanki mąki pszennej,
4 łyżeczki proszku do pieczenia (ja dałam 3 bo wydawało mi się dużo za dużo te 4),
szczypta soli,
¾ filiżanki cukru (następnym razem dam mniej),
otarta skórka z jednej pomarańczy,
1 jajko (ja miałam 2 żółtka),
¼ filiżanki mleka,
1 łyżka oleju + olej do smażenia,
cukier puder do posypania,


Wykonanie:
W dużej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, solą, cukrem i otartą skórką z pomarańczy. Dodajemy jajko, mleko i olej i wyrabiamy gładkie, jednolite ciasto. Jeśli potrzeba, to dosypujemy mąki lub dolewamy troszkę mleka. Masę dzielimy na mniejsze części i wałkujemy na grubość około ½ centymetra. Wycinamy prostokąty wielkości 8x4 cm. Nacinamy pośrodku na 2 cm i wywijamy tak jak nasze polskie faworki. Smażymy na głębokim oleju z obu stron, aż się zarumienią.

Moje uwagi
Ja smażyłam na dużej patelni nie zupełnie na głębokim oleju, było tak mniej więcej 1,5 cm warstwy tłuszczu. Lepiej trzymać się wymiarów, ponieważ ciasto jest miękkie i dłuższe „gacie” łamią się podczas przewracania na oleju.




Smacznego !!!

sobota, 31 marca 2012

Filet z kurczaka z cukinią i pieczarkami w kremowym sosie


Nic odkrywczego, zwykły kurczak, trochę pieczarek, kawałek cukinii i gęsta śmietana. Proste, ale bardzo smaczne. Danie wymyślałam w czasie gotowania, na zasadzie „dodam to i tamto i zobaczymy co wyjdzie”. Wyszło pysznie, zjadłam z brązowym ryżem, ale myślę że ze spaghetti albo bucanti też będzie pyszne. 


Składniki:
filet z kurczaka,
200g pieczarek,
1 mała cebulka,
1 zgnieciony czosnek,
½ pęczka szczypiorku,
½ cukinii,
około 100 ml gęstej śmietany kremówki, moja miała 33% tłuszczu i była bardzo gęsta
Przyprawy: sól, pieprz, gałka muszkatołowa, słodka papryka, sól czosnkowa, tymianek
Oliwa z oliwek

Dodatkowo: brązowy ryż lub ulubiony makaron

Wykonanie:

Fileta z kurczaka umyć, oczyścić ze zbędnych błonek i tłuszczu (jak ja tego nie cierpię) i kroimy w drobną kosteczkę, taką 1cm x 1cm. Przyprawiamy solą i pieprzem, dodajemy sporo słodkiej papryki i soli czosnkowej. Skrapiamy oliwą z oliwek i mieszamy. Odstawiamy na czas krojenia pieczarek i cukinii. Na dużej patelni podgrzewamy oliwę, wrzucamy zgnieciony czosnek i kostki kurczaka. Smażymy na małym ogniu pod przykryciem, aż kurczak będzie miękki i gotowy. Wrzucamy pokrojoną w małe plasterki cukinię i lekko dusimy. W tym czasie na mniejszej patelni podsmażamy cebulkę drobno pokrojoną, dodajemy grubo pokrojone pieczarki i trzymamy na małym ogniu pod przykryciem, aż pieczarki zmiękną i puszczą sok. Przyprawiamy solą, pieprzem, gałką muszkatołową i tymiankiem. Trzymamy troszkę na ogniu i po jakimś czasie dodajemy śmietanę, aby powstał gęsty sosik. Dusimy lekko. Całość przekładamy do naszego kurczaka i mieszamy, jak jest za mało śmietany to można dolać według gustu. Trzymamy przez kilka minut na małym ogniu, aby smaki przeszły. Na koniec dodajemy szczypiorek, mieszamy i możemy podawać. 


Smacznego !!!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...