Witajcie w kolejnym wydaniu słodkiej przygody. W ten weekend nie pojawi się żaden słodki przepis, jak już zauważyliście, sobota minęła a tu nic a nic. Niemniej jednak już od nowego tygodnia na blogu będzie się działo coś ciekawego. Dzięki właścicielce bloga Z Pamiętnika Dietetyka będę miała szansę wziąć udział w ciekawym przedsięwzięciu. Będzie ono związane z dietą of course i próbą pomocy uregulowania mojego systemu pokarmowego do w miarę regularnego działania, bo niestety mam z tym wielki problem. Beata, właścicielka w/w bloga ułożyła mi bardzo ciekawy plan żywieniowy skoncentrowany na poprawie działania mojego brzuchala. Moim zadaniem będzie trzymanie się przynajmniej przez tydzień diety, przygotowywanie posiłków według wytycznych, pstrykanie fotek każdemu daniu i dodaniu komentarza na temat strawy. Tak więc na blogu pojawi się osobny dział związany z tym przedsięwzięciem oprawiony moimi fotkami, opiniami i rezultatami końcowymi. Całość oczywiście pojawi się też na blogu pomysłodawczyni całej zabawy. Czeka więc Was tydzień relacji z moimi zmaganiami w diecie.... trzymajcie kciuki :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 17 marca 2013
wtorek, 25 września 2012
Deser czekoladowy i wyróżnienie
Żeby
uczcić wyróżnienie, o którym poniżej, zrobiłam deser. Bardzo prosty, bardzo
smaczny, tradycyjne smaki, bez wydziwiania, bez żadnych serków mascarpone czy
ricotty. Po prostu czekoladowy budyń i waniliowa kasza manna przełożone sobą.
Na wierzchu orzechy laskowe i groszki czekoladowe, prosto i pycha. Przepis na
budyń zaczerpnęłam z tego bloga, powiększyłam
tylko porcję i nie dodałam masła jak autorka, natomiast kaszę mannę zrobiłam po
swojemu.
Składniki
na budyń:
750 ml
mleka,
6 łyżek
mąki kukurydzianej, (tutaj nawywa się Maizena),
6 łyżek
cukru,
6 łyżek
gorzkiego kakao,
Składniki
na kaszę mannę:
250 ml
mleka,
3-4 łyżki
kaszy manny,
1 łyżka
cukru,
Kilka kropel
ekstraktu waniliowego,
Wykonanie
budyniu:
Do
rondelka wlać mleko, wsypać mąkę, kakao, cukier i wymieszać. Podgrzewać całość
co kilka chwil mieszając. Po zagotowaniu mieszanka zacznie gęstnieć, trzeba nmieszać
aby nie przywarła do rondelka. Gotować na niewielkim ogniu kilka minut.
Kasza
manna:
Do mleka
wsypać kaszę mannę, dodać cukier i ekstrakt waniliowy. Gotować na wolnym ogniu
mieszając co chwilę aby nie przywarło do naczynia. Po jakimś czasie zacznie
gęstnieć, pogotować jeszcze kilka chwil i gotowe.
Do niskich
i szerokich szklanek najpierw nałożyć połowę budyniu czekoladowego. Warstwę
przełożyć kaszą manną. Znowu nałożyć budyń czekoladowy. Ozdobić orzechami laskowymi
i groszkami czekoladowymi. Można jeść ciepłe, ale i takie z lodówki też będzie
świetnie smakować.
A teraz o
wyróżnieniu Versatile Blogger…. Zostałam nim pozytywnie zaskoczona. Autorka
blogu „Robot
Kuchenny” wybrała mnie i 14 innych blogów jako tych wartych obejrzenia. Wow
co za zaszczyt, którego się w ogóle nie spodziewałam, bardzo mnie to cieszy.
Takie
wyróżnienie łączy ze sobą pewien obowiązek: napisać 7 faktów o sobie i nominować
kolejne 15 blogów, które uważamy za godne polecenia. I tutaj przypominają mi
się szkolne łańcuszki, później internetowe… wyślij coś tam, coś tam do pięciu kolejnych
osób, a poznasz miłość swojego życia, na przykład.
Może
zacznę od siedmiu faktów o mnie i wtedy zrozumiecie dlaczego nie będę nominować
kolejnych blogów. Mam nadzieję, że uchylę rąbka tajemnicy na swój temat, albo
chociaż zainteresuje swoją osobą.
1. Nie noszę obcasów, nigdy ich nie
miałam na nogach i nigdy mieć nie będę. Widząc niektóre kobiety koślawiące krok
w obcasach to mnie krew zalewa. Chodzą jak kaczki między wysoką trawą. Dlatego
oszczędzam tego widoku, i sobie, i innym korzystającym z miejskich chodników. Nie
umiem chodzić w obcasach, nie zakładam ich i kropka.
2. Jak byłam mała, zdzierałam z siebie
popularne w tamtych czasach chińskie sukienki. Do tej pory mam wstręt do
sukienek, chociaż ostatnio to się poprawiło, mam już 2 w szafie :)
3. Swojego faceta poznałam przez Internet…..7
lat temu…..z Chile na dodatek. Od ponad roku mieszkamy tutaj, jednak w planach
jest wielki powrót do Polski, razem :D.
4. Uwielbiam grać w gry komputerowe, nie
tam jakieś babskie Simsy (chociaż też był taki moment) ale konkretne męskie
tytuły, no po prostu uwielbiam czasem komuś mordę obić ;)
5. Lubię piec słodkości, bardziej niż
gotować… Ale jeszcze dwa lata temu każde upieczone ciasto było przepięknym
zakalcem. Dzisiaj już nie mam takiego problemu.
6. Zawsze lepiej spędzałam czas z
facetami, jako dziecko bawiłam się w większości z chłopakami, jako dorosła
wolałam iść z kumplami na kręgle i piwo czy paintball’a niż z laskami na kawę i
do kina czy shopping.
7. Wszelakie „łańczuszki” typu wyślij to
do kolejnych kilku osób, a spotka się miłość, szczęście bla bla bla, urywały
się na mojej osobie. Tradycja rzecz święta i dlatego nie wyślę następnych wyróżnień
kolejnym blogom. Taka już jestem….
wtorek, 31 lipca 2012
The chilean way !!!
Dzisiaj
zupełnie nie kulinarnie, za to podróżniczo. Może nawet nie podróżniczo, a
bardziej socjologicznie. O tym co się dzieje po drugiej stronie półkuli. Dzieje
się dużo, dużo zaskakuje, dużo irytuje, śmieszy i zadziwia. Jestem z Polski,
dopóki nie wyjechałam, to myślałam że Polska jest krajem całkiem w tyle. Taka „ziemniaczana
republika” Europy. Służba zdrowia umierająca, politycy jakby zapomnieli chyba o
swoich obietnicach. Nie ma autostrad,
pracy i pieniędzy. Wszystko drożeje, ogólna rozpacz i smutek. Chile to taka
druga Polska, powiedzmy „bananowa republika”. Przyjechałam tutaj z miłości……z
miłości do faceta – Chilijczyka of course.
No i sobie
tak mieszkam, i mieszkam, i żyję, i oglądam wiadomości. I tylko jedno mi
przychodzi do głowy… zamieniłam ziemniaki na banany ;) Służba zdrowia ma się
dobrze, świetni lekarze, dużo klinik…. ale wszystko, o ile masz pieniądze. Chorować
w Chile nie polecam tym samym, lepiej jechać do Argentyny ;). Politycy z
bananem na twarzy obiecują niestworzone rzeczy, ale przynajmniej się uśmiechają.
Bieda, nie ma pracy i pieniędzy. I tutaj zaczynają się różnice, bo Polak
potrafi tylko narzekać, Chilijczyk za to się bawi. TAK BAWI SIĘ i to na dobre. Asados
i fiestas non stop.
Chile to
dziwny kraj, bardzo piękny: góry, ocean, Atakama, Patagonia. Wyspa Wielkanocna.
Przepiękna przyroda, 6 tys. kilometrów długości daje Chile tą przewagę nad
innymi krajami, że przyroda jest bardzo zróżnicowana. Kiedy na północy susza,
na południu leje deszcz. Od wschodu ogromne Andy, od zachodu olbrzymi Ocean.
Jest słońce, śnieg deszcz, woda, ogień. Ogromne połacie kraju wartego
zobaczenia. Ale nie o geografii chcę tu pisać, bo to wszystko można znaleźć w
przewodnikach. Chciałabym opisać tutaj ludzi, ich zachowania, zainteresowania i
jak żyją. Mieszkam już tutaj ponad rok, napatrzyłam się wiele i powiem tylko tyle,
że w Polsce by to nie przeszło. Jest nawet takie powiedzenie „Do it on chilean
way” czyli zrób to po chilijsku. Bardzo trafne, widziałam nawet koszulki z
takim nadrukiem. Po chilijsku to znaczy:
·
Pchaj
się w autobusie pomimo, że jest pełny, byle tylko dalej i dalej na sam koniec
autobusu gdzie jest tak samo pełno,
·
Pchaj
się w metrze, a jak znajdziesz wolne miejsce to:
*facet:
wyciągnij komórkę i graj, lub słuchaj mp3 tak głośno, że cały wagon słyszy
*kobieta,
wskocz do wagonu, spóźniona, rozczochrana z mokrą głową i wyjmij przybory do
make up’u i zacznij się malować, widok dość częsty.
·
Chilijczycy
mają w genach spóźnianie, wiec nietaktem jest przyjść punktualnie, trzeba się
spóźnić przynajmniej pół godziny do 3 godzin, lub w ogóle nie przyjść i nie
poinformować o tym czekającego,
·
Przynajmniej
raz w tygodniu robić asado, grilla tak zwanego, na balkonie, w ogrodzie, w
parku, ważne żeby było mięcho i piwo,
·
Jadąc
samochodem trąbimy na wszystko, wystarczy tylko że samochód z przodu nie ruszy
w odpowiednim momencie, od razu zaczyna się salwa z klaksonów, trąbić trzeba
też na przechodzące po chodniku kobiety, czym bardziej blondynkowata tym więcej
trąbnieć dostaje ;), trąbi się nawet bez potrzeby, a tak żeby się trąbnęło,
ulubiona drużyna piłkarska wygrała mecz…..trąbimy!!!!
·
Oczywiście
normą jest jazda bez zapiętych pasów i slalom między innymi samochodami. Zapomnij
o włączaniu kierunkowskazów, świateł mijania tym bardziej, no chyba że już
ciemna noc jest,
·
Parkując
samochód, np.: przy supermarkecie przygotuj się, że nagle wyskoczy ci ktoś,
oferując (odpłatnie of course) pomoc przy parkowaniu, wysiadaniu, otwieraniu
bagażnika,itp.
·
Stojąc
na skrzyżowaniach w kolejce na zmianę świateł, będziemy mieli możliwość
podziwiania żonglerów, tancerzy, akrobatów, baletnice, sprzedawców owoców,
kwiatów, ładowarek, jak również młodych chłopaszków namolnie usiłujących wyczyścić
wszystkim szyby w aucie, oczywiście po skończonym show rundka między
samochodami z wyciągniętą ręką,
·
Uliczni
artyści nie ograniczają się tylko do skrzyżowań, pełno jest marnej jakości
śpiewaków, grajków, poetów w autobusach miejskich. Kilka razy tylko udało mi
się usłyszeć naprawdę coś wartego usłyszenia. Zdarzają się też sprzedawcy
rękawiczek, rajstop, żarówek, śrubokrętów, chyba tylko nie widziałam
sprzedawców wibratorów,
·
Jadąc
autobusem miejskim lepiej trzymaj się mocno, kierowcy brali chyba kursy F1, szybki
start, gaz do dechy, za 100m przystanek,70m, 50m, 30m hamulec w podłodze. Ci co
się nie trzymali, lecą na łeb na szyję.
·
Wszędzie
są numerki, numerki w szpitalu, w aptece, w markecie przy mięsnym, przy serach,
przy rybach, numerki nawet przy kasie. Kończy się papier z numerkami i powstaje chaos !! :D
·
Jeśli
chcesz kupić coś w zwykłym sklepie, np.: pasmanterii czeka cię przekazywanie z
rąk do rąk, u jednej pani wybierasz guziki, nici czy inne rzeczy, u drugiej
pakujesz a na koniec pani numer trzy kasuje cię za obsługę. Ile pieniędzy zaoszczędził
by pracodawca zatrudniając do tej pracy tylko jedną osobę.
·
Jeśli
kupujemy napoje gazowane, to tylko light, to samo tyczy się wszystkich innych
produktów. Dziwi mnie to, bo jako naród to raczej otyły jest, więc albo to
light to pic na wodę, albo jedzą podwójne porcje.
·
Oglądamy
reality show, każdy kanał tv ma swój reality, 2 razy do roku nowe show.
·
Oglądamy
newsy, a w newsach: o psie co chodzi na dwóch łapach, o krowie co wpadła do
kanału, o gwiazdce reality, która przedawkowała, o jedzeniu, o zabawie, o
świętach. Na próżno szukać newsów z polityki, ekonomii, czegokolwiek
normalnego. Jest ciekawie :D W wiadomościach głównych mówi się o piłce, po
wiadomościach, w wiadomościach sportowych mówi się o piłce. Pogodynka mówi czy
przy okazji kolejnego meczu przypadkiem nie będzie padał deszcz.
Jest tego
całe mnóstwo, mogłabym opowiadać i opowiadać, niektóre rzeczy są śmieszne,
drugie denerwują. Trzeba się przyzwyczaić i brać wszystko z przymrużeniem oka, co
kraj to obyczaj wszak. Reasumując, jeśli ktoś chciałby zobaczyć kawał
przepięknej natury, Chile jest idealne, natomiast jeśli chce się tutaj
zamieszkać, należy zaakceptować ichniejszą odmienność i powoli wcielać w życie
slogan do it on chilean way. Wsiąkniesz w to ;)
Aha, po
czym Chilijczycy poznają, że jestem obca ??? Jako chyba jedyna czekam na
zielone przy przechodzeniu na światłach :D
A na koniec jeszcze krótkie wideo pokazujące Chile i chilijczyków z przymrużeniem oka. Oczywiście nie wszyscy chilijczycy są tacy sami, miałam okazję spotkać na prawdę serdecznych ludzi.
niedziela, 27 listopada 2011
Witam
Witam wszytskich na moim blogu poświęconym pieczeniu słodkości, tych mniejszych i tych większych. Ale nie tylko... od czasu do czasu pichcę także coś mięsnego, makaronowego i ryżowego..... Nie tylko ciastkami człowiek żyje ;)
Wszystko zaczęło się od tego, że wyjechałam. Tak...postanowiłam opuścić mój rodzinny dom, ba nawet rodzinne miasto, w sumie to mogę powiedzieć, że znalazłam się na drugim końcu świata a Santiago de Chile stało się moim nowym domem. Tutaj żyje i mieszkam, uczę się języka, obyczajów no i kuchni. Wcześniej nigdy w życiu nic samodzielnie nie ugotowałam ani nie upiekłam, nie licząc naleśników czy jajecznicy. W moim domu królestwo kuchni należało tylko i wyłącznie do mojej mamci. Teraz nadrabiam ze zdwojoną siłą. Piekę, gotuję i powoli doskonale się w tej sztuce. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że właśnie pichcenie bedzie sprawiać mi tyle radości, a uśmiechnięte mordki po zjedzeniu moich pyszności są najlepszą zapłatą. Będę się starała wrzucać tutaj dania chilijskie, południowo amerykańskie, ale przede wszystkim ciacha, babki i wszystko co zawiera mnóstwo cukru, czekolady i kalorii powyżej normalnej dawki ;) Bo czasami trzeba sobie dosładzać życie ;)
A więc zaczynamy
Wszystko zaczęło się od tego, że wyjechałam. Tak...postanowiłam opuścić mój rodzinny dom, ba nawet rodzinne miasto, w sumie to mogę powiedzieć, że znalazłam się na drugim końcu świata a Santiago de Chile stało się moim nowym domem. Tutaj żyje i mieszkam, uczę się języka, obyczajów no i kuchni. Wcześniej nigdy w życiu nic samodzielnie nie ugotowałam ani nie upiekłam, nie licząc naleśników czy jajecznicy. W moim domu królestwo kuchni należało tylko i wyłącznie do mojej mamci. Teraz nadrabiam ze zdwojoną siłą. Piekę, gotuję i powoli doskonale się w tej sztuce. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, że właśnie pichcenie bedzie sprawiać mi tyle radości, a uśmiechnięte mordki po zjedzeniu moich pyszności są najlepszą zapłatą. Będę się starała wrzucać tutaj dania chilijskie, południowo amerykańskie, ale przede wszystkim ciacha, babki i wszystko co zawiera mnóstwo cukru, czekolady i kalorii powyżej normalnej dawki ;) Bo czasami trzeba sobie dosładzać życie ;)
A więc zaczynamy
Subskrybuj:
Posty (Atom)



